Drugi dzień protestów w Lhasie
strona główna

Radio Wolna Azja

12-03-2008

 

Drugi dzień protestów w Lhasie

 

Chińska policja użyła gazu łzawiącego do rozproszenia kilkuset tybetańskich mnichów na przedmieściach Lhasy. Dzień wcześniej, 10 marca, przypadała rocznica wybuchu powstania w 1959 roku - duchowni z jednego z największych klasztorów próbowali uczcić ją marszem do miasta, ale zostali zatrzymani przez policję.

 

 

lhasapolicja10marca2008_400
 

 

„Na ulice wyprowadzono kilka tysięcy policjantów, funkcjonariuszy Ludowej Policji Zbrojnej w różnych mundurach. Strzelali w tłum granatami z gazem łzawiącym" - mówi naoczny świadek. Około 500-600 mnichów wyszło z klasztoru Sera 11 marca o piętnastej. Domagali się zwolnienia kolegów zatrzymanych poprzedniego dnia. Wznosili okrzyki: „Chcemy wolności!", „Uwolnijcie naszych ludzi!", „Chcemy niepodległego Tybetu", „Nie zawrócimy, jeśli ich nie wypuścicie!". Uzbrojeni funkcjonariusze, których rozstawiono wokół świątyni, zatrzymali duchownych w pobliżu przyklasztornego posterunku. Według świadków „mnisi wrócili do Sera dopiero o wpół do ósmej wieczorem".

 

Inne źródła informują, że nocą w okolicach klasztoru Drepung słychać było strzały. Wszystkie drogi prowadzące do tej świątyni są zablokowane przez policję. Dzień wcześniej zatrzymano około 60 duchownych Drepungu, maszerujących do oddalonego o dziesięć kilometrów centrum Lhasy. W rocznicowym pochodzie uczestniczyło około 300 mnichów. Według tybetańskich źródeł zmierzali przed pałac Potala i domagali się uwolnienia kolegów zatrzymanych w październiku zeszłego roku po ceremonii wręczenia Złotego Medalu Kongresu USA Dalajlamie.

 

Według naocznych świadków 10 marca funkcjonariusze policji brutalnie pobili 11 demonstrantów - w tym dziewięciu mnichów z Sera, których zatrzymanie stało się katalizatorem następnego marszu - protestujących przed lhaskim sanktuarium Dżokhang. Tę grupę próbował chronić przed policją tłum gapiów, tworząc żywy mur.

 

Jednocześnie władze zmobilizowały komitety dzielnicowe, nakazując przeszukanie wszystkich mieszkań w tybetańskiej części Lhasy, w której mogą ukrywać się nieposiadający stołecznych meldunków mnisi i mniszki.

 

Według tybetańskich źródeł w poniedziałek do rocznicowych protestów doszło również w dwóch klasztorach w prowincji Qinghai - w Lucangu, w okręgu Mangra (chiń. Guinan) oraz w Dicy, w okręgu Bajan (chiń. Hualong) prefektury Coszar (chiń. Haidong). Klasztor Dica został otoczony kordonem policyjnym, nie dokonano jednak aresztowań.

 

11 marca rządowa agencja Xinhua cytowała Dziampę Phuncoga, gubernatora Tybetańskiego Regionu Autonomicznego. Miał on powiedzieć, że władze lokalne rozwiązały problem protestu mnichów, „przekonując ich do rozejścia się w spokoju". „10 marca ponad 300 lamów przedostało się grupami na teren miasta. (...) Nie doszło do żadnych zakłóceń porządku społecznego". Lamów miały „podżegać określone osoby". „Aby zapobiec niepotrzebnym niepokojom, uciekliśmy się do perswazji i wszyscy rozeszli się w spokoju".